Każdy z nas zna to nieprzyjemne ukłucie w boku. Siedzisz na kanapie, patrzysz bezmyślnie w sufit, a w Twojej głowie natychmiast zaczyna kiełkować poczucie winy. W kulturze permanentnej produktywności, w której każda sekunda doby musi być zoptymalizowana, „nic-nie-robienie” uchodzi za grzech kardynalny. Diagnoza, którą sami sobie wtedy stawiamy, jest krótka i bezlitosna: lenistwo, opieszałość, marnowanie cennego czasu.
Neurobiologia patrzy jednak na to zjawisko z zupełnie innej perspektywy. Z punktu widzenia fizjologii „lenistwo umysłowe” w rzeczywistości nie istnieje. Co więcej, chwile, w których swobodnie dryfujesz myślami i rozmyślasz o „niebieskich migdałach”, nie są stratą czasu – to jedna z najważniejszych i najbardziej opłacalnych inwestycji w sprawność, zdrowie i kreatywność Twojego mózgu.
Biologiczny koszt bezczynności (której nie ma)
Jednym z najpopularniejszych mitów, jakie zakorzeniły się w naszej świadomości, jest przekonanie, że gdy odpoczywamy, nasz mózg również się wyłącza i przechodzi w stan uśpienia. Fizjologia przynosi tu zaskakujące fakty. Mózg jest najbardziej energochłonnym organem w naszym ciele. Stanowiąc zaledwie około 2% masy całego organizmu, pochłania on gigantyczną porcję – od 20% do 25% – całej energii, jaką dysponujemy.
Gdyby dobór naturalny miał przez setki tysięcy lat ewolucji utrzymywać tak kosztowny narząd tylko po to, by przez większość dnia leżał odłogiem, byłby to kardynalny błąd projektowy natury. Dlatego mózg pracuje na pełnych obrotach przez całą dobę. Co niezwykle fascynujące, różnica w zużyciu energii między momentem, w którym rozwiązujesz skomplikowane równanie matematyczne, a chwilą, gdy leżysz bezczynnie na kanapie i marzysz o wakacjach, jest dla fizjologa niemal niezauważalna.
Mózg nie przestaje pracować, gdy przestajesz działać. Zmienia się jedynie konfiguracja jego aktywności.
Read the rest of this entry »


