Ludzie wybitni w jakiejś dziedzinie, artyści różnych profesji w szerokim tego pojęcia znaczeniu, bo nie chodzi mi tylko o profesje stricte artystyczne, wzbudzają podziw i zazdrość, ale jednocześnie potrafią własnym, żywym przykładem wnieść do naszego życia powiew wiary w siebie, inspirację i koloryt.

pamiec-genialna-poznaj-triki-i-wskazowki-mistrza-b-iext8468832Dzięki książce „Pamięć genialna” poznałem mistrza jednej z bardzo ciekawych, a zarazem ogromnie użytecznych dla każdego – nie tylko w biznesie – dziedzin umiejętności – sztuki sprawnego posługiwania się pamięcią.

Decyzja o zakupie i przeczytaniu wspomnianej książki autorstwa ośmiokrotnego mistrza świata w zapamiętywaniu, Dominica O’Briena, była dla mnie początkiem wielkiej przygody, która zresztą trwa po dzień dzisiejszy.

Wiadomo od zawsze, że najlepiej jest uczyć się od prawdziwych mistrzów, bo to oni, wykraczając poza ramy czystej teorii, swymi praktycznymi poradami i doświadczeniami sprawiają, że nie musimy błądzić w poszukiwaniu narzędzi i środków gwarantujących opanowanie sztuki, na której nam zależy. Możemy po prostu podążać za nimi, ślad w ślad, praktycznie przetartymi, wygodnymi ścieżkami, zamiast brnąć z maczetą przez chaszcze.

Tak właśnie jest z książką „Pamięć genialna” i  jej niezwykłym autorem. Książkę warto przeczytać, ale nie ma sensu na tym tylko poprzestać. Korzyści gwarantuje jedynie to, by praktycznie przećwiczyć opisany w niej materiał, a potem na jego podstawie opracować i praktykować własne systemy usprawniające pamięć. To proste – znacznie prostsze niż się wydaje – a jednocześnie ekscytujące i pożyteczne zajęcie, którego efekty widoczne są praktycznie od zaraz. Read the rest of this entry »

Advertisements

Jeśli samodyscyplina kojarzy Ci się z czymś na kształt średniowiecznej narzędziowni tortur, to najwyraźniej nadszedł czas, żeby zastanowić się jeszcze raz i zrewidować swoje poglądy w tej kwestii, bo – kto wie – ten rodzaj skojarzeń być może trzyma Cię w miejscu i nie pozwala rozwinąć skrzydeł.

Prawdą jest, ze samnawyk-samodyscyplinyodyscyplina może przyjmować wiele różnych form i występować w życiu każdego z nas w różnym stopniu nasilenia. Nie zawsze jednak ma przerażające oblicze i nie zawsze musi wiązać się z nią krew czy pot. Są bowiem pewne rodzaje zajęć, do których mobilizujemy się relatywnie łatwo i zabieramy się za ich wykonywanie płynnie. Tym niemniej istnieją takie rodzaje zadań, które albo nie przynoszą natychmiastowej satysfakcji, a nagroda za ich wykonanie jest odroczona w czasie, albo są zgoła żmudne i czasochłonne, a trzeba je najzwyczajniej w świecie wykonać, by móc przejść na kolejny poziom, na przykład skończyć studia, otrzymać lepszą pracę czy awans albo zdobyć nowe kwalifikacje. Do tego rodzaju zadań trzeba użyć samodyscypliny.

Prawdę powiedziawszy, jakiekolwiek wyjście poza krąg przyzwyczajeń, który czasem nazywa się też strefą komfortu, zawsze związane jest z mniejszym lub większym oporem. Skądinąd jednak wiadomo, że prawdziwy rozwój zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie pojawia się tenże opór, zaś do pokonywania oporu wymagana jest właśnie samodyscyplina w połączeniu z celem, który chcemy osiągnąć. Jedno jest pewne: bez samodyscypliny w konfrontacji z oporem, nie są możliwe żadne znaczące życiowe osiągnięcia zawodowe czy też osobiste, więc na pewno warto przyglądnąć się bliżej jej mechanizmom i uczynić co niezbędne, by ją oswoić i wykorzystać jako sprzymierzeńca, a nie polec pod naporem stresu. Read the rest of this entry »

Książka „Zaczynaj od DLACZEGO. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania”, której autorem jest Simon Sinek, trafiła w moje ręce już jakiś czas temu i – przyznam – przeleżała nieco na półce zanim wysunęła się na czoło kolejki lektur czekających na przeczytanie. Nie miałem pojęcia, że odkładam ‘na potem’ czytanie czegoś, co okazało się odkrywczym hitem.

zaczynaj_od_dlaczegoZawsze interesowały mnie kwestie motywacji, która raz, niczym nikła iskierka, zaledwie tli się w ludziach, a innym razem wybucha z mocą gwiazdy supernowej. Od czego zależy jej siła? Dlaczego posiadanie racji i logicznych argumentów rzadko skutkuje „porwaniem” za sobą ludzi do działania? Dlaczego niejednokrotnie nawet doskonałe rozwiązania techniczne nie zawojowały szturmem rynku? Pytań było wiele, a odpowiedzi wydawały się niepełne. Studiowałem historię firm, takich jak Apple, Microsoft, Amazon, Google, Ikea czy Oracle. Przyglądałem się bacznie życiorysom Jobsa, Gatesa, Kamprada czy designerskim poczynaniom Jonathana Ive’a, który zaprojektował wszystkie „cacka” Apple. Zafascynowany tematem, pochłonąłem też książkę Malcolma Gladwell’a – „Punkt przełomowy. O małych przyczynach wielkich zmian”, lecz ciągle brakowało mi kilku elementów, by „domknąć” całość, niczym ułożyć puzzle w kompletny obraz. Wreszcie trafiłem na lekturę, która okazał się być tym brakującym elementem układanki.

Książka Simona Sinka – „Zaczynaj od DLACZEGO” rzuca nowe światło na kwestie mocy sprawczej wszelkich wartościowych działań. Wspomniana moc sprawcza tkwi zdaniem autora alternatywnie: w manipulacji bądź w inspiracji. Przy czym słowo „manipulacja” osadzone jest w bardzo szerokim kontekście, raczej mechanizmów funkcjonowania, niż kwestii etycznych. Nie wikłajmy się proszę w niekończący się i donikąd prowadzący spór na temat aspektów moralnych manipulacji, bo choć manipulacja kojarz się większości ludzi z czymś jednoznacznie złym – to niekoniecznie musi ona być zła. O tym decyduje intencja, czy też „ekologiczność” działania sprawcy. Jeśli – załóżmy – jestem gotów tak zmanipulować warunkami, swoim zachowaniem i nastrojem kogoś, kogo zapraszam na kolację, by osiągnąć jedyny cel, jakim jest sprawić, by osoba zapraszana poczuła się fantastycznie w moim towarzystwie, to przecież nie uprawiam żadnej „brudnej” manipulacji. Przecież każdy rodzaj perswazji czy nawet oddziaływania pozawerbalnego na innych może być rodzajem manipulacji. Nikt jednak nie oburza się z powodu bycia „manipulowanym” dopóki jest świadom klarownych „reguł gry” i wie jednocześnie, że gra toczy się o dobrą i „ekologiczną” stawkę (nikogo nie krzywdzę). Przyjąwszy taką definicję manipulacji, jako rodzaju gry opartej na określonych, uczciwie wyłożonych zasadach, wróćmy do meritum, czyli do mocy sprawczej i siły napędowej działań pojedynczych ludzi oraz organizacji. Read the rest of this entry »

Koniec roku jest od zawsze okresem, w którym ludzie, częściej niż w innym czasie, postanawiają zmienić coś w swoim życiu. Tego rodzaju postanowienia, nazywane noworocznymi, mają charakter niemal rytualny.  Dotyczą różnych dziedzin życia – od zdrowia, poprzez finanse, a na hobby i rozwoju osobistym skończywszy. Część z nich jest następnie konsekwentnie realizowana, pozostałe mijają jak deszcz. Tu pojawia się pytanie: „od czego zależy moc sprawcza postanowień noworocznych i czy istnieje sposób, by ją wzmocnić?”.

decyzja-nalezy-do-ciebieOdpowiedź na to pytanie nie należy wbrew pozorom do zbyt trudnych . Otóż moc sprawcza postanowienia jest wprost proporcjonalna to stopnia, w jakim postanowienie jest decyzją. No dobrze, ale czy nie jest tak, że albo coś jest decyzją lub po prostu nią nie jest? Czy nie obowiązuje tu wyłącznie logika dwustanowa: zero-jedynkowa? O jakim stopniowaniu decyzyjności zatem mówimy?

Popatrzmy na to w ten sposób: Postanowienie o zmianie może być co prawda decyzją ogólną, ale jeśli nie zostanie ona wsparta szeregiem mniejszych decyzji – nazwijmy je operacyjnymi – dotyczących sposobu przeprowadzenia zmiany, w naszym przypadku realizacji jednego z naszych postanowień noworocznych, to postanowienie może pozostać na zawsze uwięzione w sferze „chciejstwa” i nigdy nie stać się prawdziwą decyzją.

W tym celu, by lepiej to zrozumieć, weźmy taki przykład: jeśli mocno postanawiam – załóżmy – pozbyć się nadwagi, to prawdopodobnie moje postanowienie jest decyzją.  Dlaczego tylko „prawdopodobnie”, a nie „na pewno”? Otóż dlatego, że prawdziwą decyzję poznaje się po działaniu, które zawsze następuje w ślad za nią. Zatem, jeśli takowego brak, nie możemy swobodnie potraktowanego postanowienia uważać za prawdziwą decyzję. No właśnie – rzecz sprowadza się jak zawsze do działania, a nie do gadania o nim. Jednak by móc działać, każdy cel ogólnie sformułowany, tak jak choćby pozbycie się nadmiaru kilogramów, należy zdekomponować na szereg elementarnych czynności składowych, do wykonania krok-po-kroku. One właśnie uporządkowane w kolejności wynikającej z priorytetu (co ważne i co zatem należy wykonać to w pierwszej kolejności; co mniej ważne i co tym samym można odłożyć na później lub zgoła całkiem „odpuścić”) oraz chronologii (daty wykonania) tworzą operacyjny plan, bez którego samo postanowienie ma nikłe szanse doczekać się pomyślnej realizacji. Jeśli więc wcześniej pisałem o stopniu decyzyjności postanowienia, to miałem na myśli właśnie połączenie decyzji w dwóch obszarach – decyzji o realizacji celu i decyzji dotyczących planu jego wcielenia w życie. Dopiero jedno z drugim daje moc. Read the rest of this entry »

Moja kolejna książkowa rekomendacja dotyczy tym razem pozycji niezwykłej i nietypowej jednocześnie.  Książka autorstwa Steven’a Pressfield’a pod tytułem „Do roboty” jest nietypowa głównie ze względu na zróżnicowaną strukturę tekstu, pełną podkreśleń i wyróżnień, ale zarazem ze względu na niewielki rozmiar, jak na pozycję literatury traktującą o temacie, który mógłby wypełnić łamy naprawdę grubych tomów. Niezwykłość książki wynika zaś z bardzo pragmatycznego podejścia do tematu przewodniego, którym jest Opór i jego pokonywanie.

do-roboty-b-iext22736441Niech nie zniechęci nikogo tytuł, bo autor absolutnie nie próbuje nam wmówić, że trzeba ciężej pracować, jedynie dlatego, że to nas w jakiś magiczny sposób uszlachetni i uczyni szczęśliwszymi. Nie, nie o to tu chodzi! Książka nie jest bynajmniej jakimś poradnikiem w stylu: “jak cieszyć się życiem, będąc wyrobnikiem”. Traktuje natomiast o pracy nad sobą i dla siebie oraz o oporze z tym związanym.

Bez pracy nad sobą nie doszlibyśmy jako gatunek nawet do etapu jaskiniowca, bo wymyślenie choćby pięściaka do kawałkowania mięsa i obróbki skór upolowanej zwierzyny wymagało kreatywnego podejścia i inwencji, których – co nie ulega wątpliwości – warunkiem koniecznym jest praca nad sobą co sprytniejszych przedstawicieli naszych prehistorycznych przodków. Oczywiste jest więc to, że każdy w miarę zdrowy człowiek, wyjąwszy jednostki patologiczne, codziennie pracuje nad sobą, nawet jeśli sam tego tak nie nazywa. To, co nas różni, to cele i determinacja z jaką dążymy do ich osiągnięcia.

Z oporem zaś jest tak, że to on jest odpowiedzialny za utrzymywanie ludzi w przeciętności albo wręcz w miernocie. On też sprawia, że wielu ludzi żyje tak, jakby przyszli na świat za karę – bez śmiałych pomysłów na siebie, bez planów, wreszcie bez ambicji, by nie dać się stłamsić otaczającej nas bylejakości (a nawet dziadostwu), próbom odmóżdżenia nas przez tragiczny poziom masowej tzw. „kultury”, która w postaci papki jest nam serwowana na co dzień przez mass-media. Opór rzuca ludziom pod nogi kłody w postaci lęku, braku pewności siebie, odkładania spraw na później, braku zaufania we własne możliwości itp.

Ogromne rzesze ludzi żyją, jakby w cichej desperacji, oby tylko przeżyć kolejny dzień, dając sobie wmówić, że takie właśnie jest życie, świat jest okrutny, ludzie są podli, a żeby żyć na przyzwoitym poziomie, to trzeba kraść i tym podobne bzdury rodem ze spiskowej teorii dziejów. Read the rest of this entry »

Nasze umysły skonstruowane są w taki sposób, że pojawiające się w nich myśli, na najbardziej pierwotnym poziomie, mają postać obrazów lub innych reprezentacji sensorycznych, jeśli akurat nie należymy stricte do grona tzw. „wzrokowców”, czyli ludzi, dla których podstawowym sposobem poznawania świata, określanym także mianem modalności dominującej, jest zmysł wzroku. Pnarysuj_swoje_myslirzeważnie bywa tak, że umysł, posługując się syntezą różnych reprezentacji – wizualizacji statycznej i dynamicznej, wrażeniami dotykowymi, węchowymi, czy  dźwiękowymi, tworzy z nich całość, czyli coś na kształt w pełni multimedialnego „obrazu”.

Jednak bez względu na to, w jaki konkretnie sposób reprezentujemy w umyśle nasz świat, jedno trzeba stwierdzić, że opis słowny jest zawsze wtórny w stosunku do reprezentacji sensorycznej lub – upraszczając – wizualizacji. Innymi słowy, zanim zwerbalizujemy myśl, ona najpierw pojawia się w umyśle w postaci wspomnianego wcześniej multimedialnego „obrazu”. Wszak już Arystoteles stwierdził, że: „Nie ma nic w umyśle, czego by przedtem nie było w zmysłach”.

W jaki sposób moglibyśmy na co dzień korzystać z tej fascynującej własności naszych genialnych umysłów? Jak wykorzystać myślenie wizualne do podniesienia jego ogólnej sprawności i jakości? Jak wykorzystać je do podniesienia skuteczności komunikacji? Wreszcie, jak zrobić z niego pożytek w biznesie i w życiu osobistym?

Read the rest of this entry »

Najczęściej żyjemy „na pół gwizdka” – czekamy w „poczekalni życia” i łudzimy się nadzieją, że kiedyś to się zmieni. Obiecujemy sobie, że zmiany na lepsze nastąpią wkrótce potem, kiedy skończymy studia lub zmienimy pracę, albo wychowamy dzieci itp. Prawda jest jednak taka, że bardzo często paraliżuje nas strach przed porażką i mnóstwo zupełnie nieprawdziwych, za to głęboko zakorzenionych przekonań na temat ograniczeń naszych własnych możliwości dokonania zmiany. Bo niby dlaczego nie mielibyśmy zrobić dziś tego, co uczyniłoby nas w krótszej lub dłuższej perspektywie czasu spełnionymi i szczęśliwymi ludźmi?

Boston-MarathonBy przerwać ten trans niemocy, warto czasem zadać sobie brutalne pytanie, które ma jednak tę zaletę, że przywraca właściwą perspektywę myślenia o sobie i priorytetach w życiu. Brzmi ono mianowicie: „dlaczego jeszcze nie osiągnęliśmy tego na czym nam zależy?

Może dlatego, że zakładamy fałszywie, że przyszłość niczym nie będzie różniła się od przeszłości i jeśli kiedykolwiek wcześniej doświadczyliśmy bolesnych porażek, to tak już będzie zawsze. Ilu ludzi na co dzień w naszej obecności wciąż powtarza nic niewarte komunały w rodzaju: „życie jest okrutne”, czy kwituje porażki słowami: „bo takie niesprawiedliwe jest życie”? No cóż, naga prawda jest taka, że życie jest zawsze takie, jakim je widzisz i nigdy nie będzie inne. Read the rest of this entry »