Posts Tagged ‘#Psychologia’

Streszczenie

Uzależnienie poczucia własnej wartości od cudzej opinii, kompulsywne zadowalanie innych i ochrona ego przed “brutalną prawdą” to trzy przejawy jednego głębszego mechanizmu: warunkowej samooceny (contingent self-worth). Badania psychologiczne jasno pokazują, że ten wzorzec wiąże się z wyższą lękowością, gorszą regulacją emocji, i paradoksalnie — słabszą, a nie lepszą, efektywnością działania. Zmiana jest możliwa, ale wymaga pracy na poziomie przekonań, zachowań i — często — relacji z psychoterapeutą.

Czym jest i skąd pochodzi ten problem

Warunkowa samoocena: kiedy ego żyje z zewnętrznych zasobów

Psycholożka Jennifer Crocker z Ohio State University zidentyfikowała i zbadała zjawisko zwane contingencies of self-worth (warunkowa samoocena) — czyli przekonanie, że wartość jako człowieka zależy od spełnienia określonych kryteriów: osiągnięć, wyglądu, aprobaty innych, pozycji społecznej. W domenach, w których ktoś „stawia” swoją wartość, staje się wyjątkowo podatny na wahania emocjonalne: sukcesy gwałtownie windują poczucie własnej wartości, porażki je niszczą. Badanie podłużne 642 studentów pokazało, że zewnętrzne warunkowanie samooceny (zwłaszcza zależność od aprobaty innych i wyglądu) wiązało się ze znacząco wyższym poziomem stresu, agresji i problemów zdrowotnych.

Kluczowy wniosek z badań Crocker jest nieoczywisty: problem leży nie w poziomie samooceny, lecz w tym, od czego ją uzależniamy. Ludzie z wysoką, ale warunkową samooceną (czyli tacy, którzy czują się dobrze, gdy są podziwiani, i źle, gdy spotykają się z krytyką) mają podobne lub gorsze wyniki psychologiczne niż ci z niską, ale stabilną samooceną.

(more…)

Związek twórczości, niestabilności psychicznej i przeciwności losu

Ten tekst został opracowany z perspektywy neurobiologa, nie psychologa. Zawsze fascynowały mnie zdolności osób nieneuronormatywnych i dlatego postanowiłem napisać ten artykuł.

Wprowadzenie. Dlaczego mit cierpiącego geniusza jest tak trudny do porzucenia

Istnieje obraz, który kultura zachodnia powtarza z uporem niemal religijnym: obraz człowieka wybitnego, który tworzy, ponieważ cierpi. Malarz ucinający sobie ucho. Matematyk słyszący głosy. Poetka wchodząca z kamieniami w kieszeni płaszcza do rzeki. Wynalazca rozmawiający z gołębiami w pokoju nowojorskiego hotelu. Te wizerunki funkcjonują w naszej wyobraźni nie jako pojedyncze biografie, lecz jako archetyp – jakby wybitność i pęknięcie psychiczne były dwiema stronami tej samej monety, jakby talent płacił sam sobie cierpieniem.

Pytanie, które chcę tu postawić, brzmi prosto, lecz odpowiedź na nie wymaga ostrożności: czy ten związek istnieje naprawdę, czy jest narracyjnym artefaktem, który mówi więcej o naszych potrzebach niż o naturze twórczości? A jeśli istnieje – to w jakiej formie i z jakim mechanizmem? Czy cierpienie napędza twórczość, czy jedynie towarzyszy jej u części osób z powodów, które niewiele mają wspólnego z przyczynowością? I wreszcie – najważniejsze pytanie praktyczne: jeśli ktoś dziś dąży do trwałej, wysokiej jakości pracy intelektualnej lub artystycznej, czy powinien szukać w sobie pęknięć, czy raczej budować strukturę, która chroni go przed nimi?

Ten esej nie jest ani hagiografią cierpiących twórców, ani lekceważącym demontażem ich biografii. Jest próbą uczciwego, analitycznego spojrzenia na zjawisko, które od stuleci fascynuje filozofów, lekarzy i badaczy, a w ostatnich dekadach stało się przedmiotem coraz bardziej wyrafinowanych badań empirycznych. Postaram się rozdzielić to, co dobrze udokumentowane, od tego, co romantyczne; to, co mechanistycznie wyjaśnione, od tego, co pozostaje pięknym, lecz mylącym obrazem. I postaram się -na zakończenie – wyciągnąć z tego pewne praktyczne wnioski dla osób, które same działają w polach wymagających długoletniej, intensywnej pracy poznawczej.

Zacznę od czegoś, co może wydać się dygresją, a w rzeczywistości jest sednem problemu: od tego, że samo pojęcie geniuszu jest niejasne i obciążone historycznie. Bez precyzyjnego rozumienia tego, o czym mówimy, każda dyskusja o jego źródłach staje się zabawą z mgłą.

(more…)

Czym jest stan flow? (stan przepływu)

Pojęcie flow (przepływu) wprowadził w psychologii Mihály Csíkszentmihályi. Określił on flow jako stan umysłu między satysfakcją a euforią, wywołany całkowitym oddaniem się wykonywanej czynności. Innymi słowy, jest to chwila, gdy tak głęboko angażujemy się w jakieś zadanie, że reszta świata przestaje istnieć. Osoba w stanie przepływu doświadcza intensywnego skupienia – wewnętrzny dialog cichnie, poczucie czasu ulega zatarciu, a motywacje zewnętrzne tracą znaczenie. Wszystkie zasoby uwagi są pochłonięte działaniem tu i teraz. Przykładowo, można zapomnieć o głodzie czy zmęczeniu i nawet nie zauważyć, że minęło kilka godzin. Tę szczególną koncentrację wielu ludzi porównuje do bycia niesionym przez prąd rzeki.

Flow najczęściej kojarzy się z czynnościami, które sprawiają nam przyjemność same w sobie – działaniami autotelicznymi, czyli takimi, które wykonujemy dla czystej radości działania. Podczas flow to, co robimy, jest celem samym w sobie – przestajemy myśleć o nagrodach, wynikach czy ocenie innych. W efekcie praca staje się nagrodą, a pozytywne emocje i poczucie efektywności napędzają nas do dalszego działania. W stanie przepływu często czujemy, że zadanie „niesie nas samo”, a mimo pozornego braku kontroli intuicyjnie wykonujemy wszystko doskonale. Nie dziwi więc, że flow bywa nazywany optymalnym doświadczeniem – to chwile, kiedy czujemy pełnię szczęścia i jesteśmy najbardziej skuteczni w tym, co robimy.

(more…)

Książka „Zaczynaj od DLACZEGO. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania”, której autorem jest Simon Sinek, trafiła w moje ręce już jakiś czas temu i – przyznam – przeleżała nieco na półce zanim wysunęła się na czoło kolejki lektur czekających na przeczytanie. Nie miałem pojęcia, że odkładam ‘na potem’ czytanie czegoś, co okazało się odkrywczym hitem.

zaczynaj_od_dlaczegoZawsze interesowały mnie kwestie motywacji, która raz, niczym nikła iskierka, zaledwie tli się w ludziach, a innym razem wybucha z mocą gwiazdy supernowej. Od czego zależy jej siła? Dlaczego posiadanie racji i logicznych argumentów rzadko skutkuje „porwaniem” za sobą ludzi do działania? Dlaczego niejednokrotnie nawet doskonałe rozwiązania techniczne nie zawojowały szturmem rynku? Pytań było wiele, a odpowiedzi wydawały się niepełne. Studiowałem historię firm, takich jak Apple, Microsoft, Amazon, Google, Ikea czy Oracle. Przyglądałem się bacznie życiorysom Jobsa, Gatesa, Kamprada czy designerskim poczynaniom Jonathana Ive’a, który zaprojektował wszystkie „cacka” Apple. Zafascynowany tematem, pochłonąłem też książkę Malcolma Gladwell’a – „Punkt przełomowy. O małych przyczynach wielkich zmian”, lecz ciągle brakowało mi kilku elementów, by „domknąć” całość, niczym ułożyć puzzle w kompletny obraz. Wreszcie trafiłem na lekturę, która okazał się być tym brakującym elementem układanki.

Książka Simona Sinka – „Zaczynaj od DLACZEGO” rzuca nowe światło na kwestie mocy sprawczej wszelkich wartościowych działań. Wspomniana moc sprawcza tkwi zdaniem autora alternatywnie: w manipulacji bądź w inspiracji. Przy czym słowo „manipulacja” osadzone jest w bardzo szerokim kontekście, raczej mechanizmów funkcjonowania, niż kwestii etycznych. Nie wikłajmy się proszę w niekończący się i donikąd prowadzący spór na temat aspektów moralnych manipulacji, bo choć manipulacja kojarz się większości ludzi z czymś jednoznacznie złym – to niekoniecznie musi ona być zła. O tym decyduje intencja, czy też „ekologiczność” działania sprawcy. Jeśli – załóżmy – jestem gotów tak zmanipulować warunkami, swoim zachowaniem i nastrojem kogoś, kogo zapraszam na kolację, by osiągnąć jedyny cel, jakim jest sprawić, by osoba zapraszana poczuła się fantastycznie w moim towarzystwie, to przecież nie uprawiam żadnej „brudnej” manipulacji. Przecież każdy rodzaj perswazji czy nawet oddziaływania pozawerbalnego na innych może być rodzajem manipulacji. Nikt jednak nie oburza się z powodu bycia „manipulowanym” dopóki jest świadom klarownych „reguł gry” i wie jednocześnie, że gra toczy się o dobrą i „ekologiczną” stawkę (nikogo nie krzywdzę). Przyjąwszy taką definicję manipulacji, jako rodzaju gry opartej na określonych, uczciwie wyłożonych zasadach, wróćmy do meritum, czyli do mocy sprawczej i siły napędowej działań pojedynczych ludzi oraz organizacji. (more…)