Archive for August, 2014

Wiadomo, że jedyny czas, który da się przeżyć, to czas teraźniejszy. Przeszłość minęła i już nic w niej nie poddaje się zmianom. Mówiąc językiem informatycznym, została zapisana w archiwum pamięci z dostępem wyłącznie w trybie „read only”. Przyszłość zaś jeszcze nie nadeszła, więc wszelkie operacje dokonywane na jej materii mogą mieć charakter jedynie spekulacyjny. Tymczasem, gdyby tak – w pełni uczciwie – podjąć próbę inwentaryzacji czasu, który spędzamy, błądząc myślami na rozpamiętywaniu przeszłości lub próbie antycypowania przyszłości, to doszlibyśmy prawdopodobnie do wniosku, że rzadko żyjemy w „tu i teraz”. Nie chciałbym w tym miejscu być źle zrozumiany. Uważam, że nie ma absolutnie nic złego w oddawaniu się przyjemnym wspomnieniom, albo też planowaniu fantastycznej przyszłości. Wspomnienia wszak ma się po to, by móc cieszyć się różami w grudniu, a plany służą przeistaczaniu zamierzeń w realne byty. Gorzej jednak, gdy pozostając nieobecni w teraźniejszości, katujemy się przeżywaniem na nowo przeszłych porażek i przewidywaniem przyszłych potencjalnych katastrof. Ponurą prawdą jest, że gdyby za mistrzostwo w tej dziedzinie przyznawać czarne pasy, to większość ludzi w naszym kraju byłaby posiadaczami najwyższych stopni wtajemniczenia w autodestruktywnej sztuce samopognębiania się.

Czemu dla odmiany ma służyć uważność, czyli życie w „tu i teraz”? Otóż przede wszystkim świadomemu przeżywaniu. Kiedy na przykład cieszymy się czymś, to – będąc uważnymi – całym sobą zatapiamy się w przeżywaniu tej radości. Przez to intensyfikujemy ten stan. Wykonując cokolwiek, oddajemy się temu, jakby to była jedyna ważna rzecz na świecie. Znika wówczas strach przed porażką czy odrzuceniem. Nic też nie jest nazbyt trudne, bo jedyne, co trzeba zrobić w danej chwili, to mały krok do przodu, a na to stać każdego. Nie ma depresji, niskiego poczucia własnej wartości, poczucia niemocy etc., bo wszystko to jest zakotwiczone gdzieś w innej przestrzeni, nie zaś w czasie teraźniejszym i wynika z błędnego założenia, że przyszłość == przeszłość. Nawet w chwili smutku pojawia się nadzieja, bo radząc sobie w “tu i teraz”, masz wszelkie podstawy, by jednocześnie mieć pewność, że poradzisz sobie zawsze. Wreszcie – rzecz najważniejsza – uważność sprzyja relaksacji umysłu, a to z kolei oznacza ogromny automatyczny wzrost sprawności myślenia i kreatywności, przez wprowadzenie się w stan podwyższonej dostępności do wewnętrznych zasobów. Nie musisz czekać na nadejście muzy albo gonić ją z maczugą w dłoni, by ją wreszcie pochwycić i przyciągną do siebie. Możesz ją po prostu delikatnie zawołać, gdy będzie Ci potrzebna. Przyjdzie sama, kiedy na przykład, zamiast narzekać na domowe obowiązki, pogrążysz się w prostej czynności zmywania naczyń, rąbania drewna albo czegokolwiek innego tak bardzo, jakby to była sztuka na miarę tworzenia dzieł Michała Anioła. (more…)

Make it happen

Być może od dawna marzysz o tym, by nauczyć się wreszcie gry na ulubionym instrumencie muzycznym, albo bardzo chcesz opanować język obcy, którego znajomość rozszerzyłaby znacznie Twój potencjalny rynek pracy lub po prostu stworzyła nowe okazje do nawiązania ciekawych znajomości poza granicami kraju. A może od lat odkładasz coś zupełnie innego, coś osobistego, o czym Ty tylko wiesz, na bliżej nieosadzone w kalendarzu „lepsze czasy”? Tymczasem „lepsze czasy” wciąż nie chcą nadjeść (i raczej nigdy nie nadejdą), zaś obowiązków zdaje się przybywać, a poczucie kurczenia się czasu wolnego, którym dysponujesz, staje się coraz bardziej obezwładniające. W efekcie Twoja frustracja nieustannie rośnie. Co robić?

Było to kilka lat temu. Szperając w ofercie księgarni Amazon w poszukiwaniu ciekawej lektury na Kindla (czego tam nie ma…!), natrafiłem na doskonałą książkę, która zdaje się zawierać odpowiedź na to pytanie. Książeczka, o której mowa, to: “Make it Happen in Ten Minutes a Day: The Simple, Lifesaving Method for Getting Things Done” autorstwa Lorne Holden.
Rzecz tkwi w „dziesięciominutówkach”. Każdy z nas, bez wyjątku, zmarnował ich całe mnóstwo, choćby stojąc w kolejkach, czy tkwiąc w różnych poczekalniach albo na przystankach. Dziesięć minut wydaje się niczym, ale pokalkulujmy przez chwilę. Dziesięć minut dziennie daje 70 minut tygodniowo, 280 minut miesięcznie, a w skali roku czyni to 60 godzin! A co by się stało, gdyby tak przeznaczyć ten czas na zrobienie czegoś, co na zawsze zmieniłoby nasze życie na dużo lepsze? (more…)

Każdy z nas przynajmniej raz w życiu doświadczył takiego stanu umysłu, w którym masz nieodparte wrażenie dostępu do wszystkich jego najlepszych zasobów – czas jakby zatrzymuje się w miejscu, a doskonałe pomysły wartkim strumieniem pojawiają się w głowie nie wiadomo skąd. Spontanicznie i bez wysiłku zjawiają się też odpowiedzi na pytania i rozwiązania problemów, na poszukiwaniu których spędziłeś ostatnio mnóstwo czasu, wkładając w to sporo energii i zaangażowania. Temu niesamowitemu stanowi umysłu towarzyszy trudna do opisania jasność percepcji, wyjątkowe wyostrzenie zmysłów i ogromna sprawność działania. Na dodatek czujesz się z tym wszystkim znakomicie.

Choć doświadczenie tego rodzaju stanów ma charakter bardzo subiektywny, to wielu ludzi badanych niegdyś przez amerykańskiego psychologa węgierskiego pochodzenia, o szalenie trudnym do wymówienia nazwisku: Mihalyi Csikszentmihalyi, prowadzącego swoje badania naukowe na Uniwersytecie w Chicago, zwracało uwagę na pewne wspólne elementy przeżycia. Profesor Csikszentmihalyi w książce, będącej podsumowaniem wieloletnich jego badań nad stanami podwyższonego dostępu do zasobów wewnętrznych: „The Psychology of Optimal Experience”, po raz pierwszy użył nazwy ‘flow’ dla określenia tego rodzaju stanów. Wspólnym mianownikiem stanu przepływu, czyli stanu ‘flow’ u różnych doświadczających go osób jest to, że pojawia się w sytuacji pełnego zaangażowania w wykonywanie tego, czemu się w danym momencie bez reszty poświęcamy. Jest to więc połączenie pełnej uważności i skoncentrowania uwagi na sensownych i przeważnie ponadprzeciętnie trudnych zadaniach. Ja sam, gdybym miał użyć jakiejś analogi dla opisania własnych w tej materii doświadczeń, porównałbym je z jazzowym jam session, gdzie często, poprzez w pełni spontaniczną interakcję zgranych z sobą muzyków, pojawiają się genialne kombinacje dźwięków trudne do uzyskania w innych okolicznościach. (more…)

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że wszystko, co teraz jest łatwe, było kiedyś trudne. Nie pamiętam, kto to powiedział i nie jestem pewien, że sformułował to dokładnie tak samo, za to jestem przekonany, że wyraził w ten sposób jedną z tych prostych prawd, która, kiedy sobie ją uświadomić, zdolna jest uruchomić znaczące zmiany w życiu.

Jak często zdarza naefektywnosc_osobistam się zwlekać z rozpoczęciem działania w obawie, że nie wykonamy perfekcyjnie swoich zadań? Nie pozwalamy sobie na bycie niedoskonałymi w tym, co robimy, na etapie przyswajania nowych umiejętności. Zachowujemy się równie niedorzecznie, jak “świeżo upieczony” kierowca tuż po kursie na prawo jazdy, który odtąd oczekuje od siebie w każdym geście i zachowaniu “za kółkiem” potwierdzenia kompetencji kierowcy rajdowego. Kompulsywnie obawiając się porażki oraz nie akceptując w sobie postawy ucznia czy studenta w szkole życia, nie pozwalamy sobie na eksperymenty z nowymi sposobami radzenia sobie z trudnościami, z nowym podejściem do rozwiązywania problemów. Kurczowo trzymamy się za to tych starych, być może żałośnie nieefektywnych, ale “usankcjonowanych społecznie”, zatem uznajemy, że sprawdzonych. Tymczasem mistrzem nikt spośród znanych mi ludzi się nie urodził, za to wielu mistrzami się stało przez… No właśnie, gdzie leży tajemnica? (more…)

Efektem myślenia jest na ogół jakiś mniej lub bardziej wartościowy pomysł. Bywa, że ów pomysł wprost stanowi rozwiązanie określonego problemu, albo przynajmniej jest inspiracją, bądź też kolejnym krokiem prowadzącym do tego typu efektu końcowego. Przebieg procesu „krzesania pomysłów”, z racji jego ulotności, jest czymś niezwykle trudnym do opisania, bo na ogół najlepsze pomysły mają tę własność, że pojawiają się nagle, nie wiadomo skąd i to na dodatek w chwileinstein_thinkingach pełnego relaksu, a nie wtedy, kiedy z marsową miną myśliciela, niczym postać z rzeźby Rodina, podpierając ręką podbródek, dumamy intensywnie, usiłując w pocie czoła wymyślić coś wartościowego.

Prawda jest taka, że nie panujemy i pewnie nigdy do końca nie zapanujemy nad pełną ścieżką formowania pomysłów, a umysł, mimo ogromnego postępu nauki, jeszcze długo pozostanie dla nas rodzajem tajemniczej „czarnej skrzynki”. Nawet nie do końca wiemy, przez jakie struktury psychiki wspomniana ścieżka formowania myśli się wije. Potrafimy, co prawda, przy pomocy nowoczesnej aparatury badawczej zwizualizować aktywność bioelektryczną mózgu, ale – po pierwsze – umysł jest bezsprzecznie czymś więcej, niż tylko mózgiem, a – po drugie – byłoby dużym uproszczeniem uważać, że impuls elektryczny w mózgu jest tożsamy myśli. W rzeczywistości myślenie z pewnością wykracza dalece poza ramy wyznaczone przez anatomię układu nerwowego i fizjologię mózgu. (more…)

make_things_happenKiedy po raz pierwszy natknąłem się na stwierdzenie: “jeśli chcesz osiągnąć swój cel, bądź kimś, komu ten cel się po prostu należy”, to usiadłem i długo nie mogłem ochłonąć z wrażenia, bo jest to jedno z tych stwierdzeń, które niczym strzała wystrzelona z łuku mistrza trafia w punkt – w sam środek tarczy, w tym przypadku w sedno prawdy o życiu naprawdę wartym przeżycia.

Myślałem o sensie tych słów, ale by nadać moim przemyśleniom pragmatyczny charakter, postanowiłem poszukać odpowiedzi na pytanie: “jak powinien myśleć i działać ktoś, kto wart jest swoich celów?” I oto, co wymyśliłem: (more…)

JUST DO IT NOW

JUST DO IT NOW

Ile razy zdarzyło Wam się słyszeć, że czegoś “nie da się zrobić”? Wielu ludzi – śmiem nawet twierdzić, że większość – zna tysiąc powodów, dla których czegoś się nie da zrobić i ani jednego, że może jednak się da. I recytują za każdym razem litanię wymówek, zanim podejmą choćby jedną próbę znalezienia rozwiązania.

Ten tekst zawiera kwintesensję moich przemyśleń o działaniu w stylu “dziś pytanie – dziś odpowiedź”, pokonywaniu skłonności do odkładania wszystkiego na później i unikaniu pułapki wyolbrzymiania poziomu trudności zadań do wykonania. (more…)

Osoby zainteresowane literaturą biznesową najprawdopodobniej dobrze znają barwną postać Briana Tracy, autora książki „Zjedz tę żabę”. Brian Tracy napisał dotąd wiele książek, między innymi na temat osobistej efektywności w biznesie i w życiu codziennym, poprowadził też mnóstwo seminariów na całym świecie, w tym także w Polsce, poświęconych tej tematyce. W dwóch z nich zresztą miałem ogromną przyjemność osobiście uczestniczyć.

Zjedz tę żabę - Brian Tracy

Zjedz tę żabę – Brian Tracy

Niechaj tytuł książki nie zniechęci na starcie orędowników diety wegetariańskiej i wegańskiej, bo żaba, o której mowa, ma sens jedynie metaforyczny :-). Mianowicie, personifikuje ona problem, z którym trzeba się skonfrontować, a tekst książki poświęcony jest temu, jak zrobić to w najlepszy możliwy sposób, czyli bez zbędnej zwłoki, sprawnie, z jakością i na dodatek budując, a później cementując wysoką samoocenę i doskonałe samopoczucie z niej wypływające. Bo kto z nas nie chce mieć wysokiej samooceny, być kompetentny i efektywny w działaniu? Kto nie chce prowadzić szczęśliwego i spełnionego życia? Kto nie chce czuć się komfortowo w jednym z najzacniejszych towarzystw na świecie, czyli w towarzystwie własnej osoby? Kto z nas nie chce być Michałem Aniołem własnego życia? Jak dotąd nigdy nie spotkałem – i dobrze – nikogo takiego, kto świadomie zadeklarowałby: „chcę być ofiarą, dobrze mi kiedy inni decydują o moim życiu, a wielką przyjemność czerpię z plucia mi w twarz przez byle kogo, kto tylko ma na to ochotę”. Jeśli więc chcecie wygodnie rozsiąść się w fotelu pilota za sterami własnego życia, to zdecydowanie polecam Wam książkę, o której jest tutaj mowa.

Książki Briana Tracy, a pozycja „Zjedz tę żabę” nie stanowi tu wyjątku, są napisane przez praktyka z myślą o praktycznym zastosowaniu wiedzy. Nie ma w nich niepotrzebnych analiz i teoretycznych dywagacji na temat psychologii motywacji. Jest za to czysty pragmatyzm, oparty na klarownych zasadach do natychmiastowego zastosowania w życiu. Nawiasem mówiąc, zasady osobistej efektywności są w większości niezwykle proste i nie ma w tym nic dziwnego, bo przeważnie to, co genialne, bywa bardzo proste. Problem jest w nas, dlatego, że my, ludzie kultury zachodu, mamy dziwną skłonność do komplikowania spraw, a na dodatek te skomplikowane później cenimy bardziej, bo nie ufamy prostocie. (more…)

„Pełna moc możliwości” to niezwykła książka, autorstwa równie niezwykłego człowieka, jakim bez wątpienia jest Jacek Walkiewicz – psycholog, doskonały mówca i pełen charyzmy inspirator. Zresztą, żeby się o tym w pełni przekonać, warto na początek, przed zatopieniem się lekturze książki, oglądnąć dostępny na YouTube film, na którym zarejestrowany jest trwający 20 minut wykład Jacka Walkiewicza, wygłoszony we wrześniu 2012 roku we Wrocławiu na konferencji TEDxWSB: https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4&feature=kp

Pełna moc możliwości - Jacek Walkiewicz

Pełna moc możliwości – Jacek Walkiewicz

Książka „Pełna moc możliwości” stanowi rozwinięcie tematów wówczas poruszonych, w trakcie jego przemówienia, poświęconego spełnionemu i skutecznemu życiu.  Autor na wykładzie i w książce koncentruje się bardziej na własnych doświadczeniach oraz przemyśleniach, niż na jakichś psychologicznych prawidłach. Czyni to na dodatek posługując się językiem bardzo bezpośrednim, a całość – zarówno wykład, jak i książka – utrzymana jest w tonie porywającej opowieści, czy też nawet konwersacji ze słuchaczami albo czytelnikami. Zatem, jeśli tylko pozwolimy sobie podążyć za tokiem myślowym autora, to na pewno w miarę upływu czasu, coraz szerzej będą nam z wrażenia otwierać się oczy, a okazji do licznych „AHA!” raczej nie zabraknie – gwarantowane!

Autor twierdzi, że życie każdego z nas powinno być oparte na swojej własnej prawdzie, bo życiowa skuteczność człowieka jest miarą prawdy, i jeśli w którymś momencie naszego życia przestajemy być skuteczni, to oznacza, że nasza prawda się zdewaluowała –jest już nieaktualna, więc trzeba ją po prostu zmienić. Warto w tym miejscu zacytować autora, kiedy ten pisze na temat doświadczania życia, przeciwstawiając je powszechnej tendencji do stabilizacji i status quo: „Spytałem kiedyś studentów piątego roku, jaki jest ich cel w życiu na najbliższe dziesięć lat. Wszyscy powiedzieli to samo: stabilizacja. Ja mówię: wiecie, największą miałem jak mi dysk wypadł, bo byłem ustabilizowany przez miesiąc, i nigdy więcej nie chciałbym być ustabilizowany. A Sztaudynger nawet pisał: „Stabilizacja motylka to szpilka”. Dlatego, jeśli ktoś – niezależnie od tego ile ma lat – postawi sobie taki cel (ustabilizować siebie czy firmę), to jest to droga donikąd. To jest pułapka, proszę o tym pamiętać, Życie nie jest stabilne, nigdy nie było, nigdy nie będzie. Zawsze pozostanie tajemnicą”.

(more…)

Wojownik Czasu - Steve Chandler

Wojownik Czasu – Steve Chandler

Książka „Wojownik Czasu” autorstwa Steve’a Chandler’a jest jedną z tych, do których cały czas chętnie się powraca. Po części jest tak dlatego, że potężny ładunek inspiracji oraz wartościowej wiedzy wymaga stopniowego przyswojenia, a ono przychodzi wraz ze wzrostem głębokiego zrozumienia, które – jako proces – rozkłada się w czasie. Jest też po prostu tak, że warto sobie na bieżąco przypominać te treści, które koniecznie należy przenieść z kart książki do codziennej praktyki, czyli po prostu wpisać je do historii własnego życia.

Książka traktuje o nieliniowym zarządzaniu czasem, a ono rozumiane jest jako zaangażowanie się w działanie w tej chwili. Jest jak cięcie mieczem, by oddzielić TERAZ od ‘nie teraz’, a jeśli ‘nie teraz’, to NIGDY, albo w innym terminie, o którym natychmiast zapominamy, by umysł pozostał czysty i wolny. Najlepiej chyba wyraził ten stan Elvis Presley słowami: „It’s now or never, come hold me tight” :-). To stan w którym człowiek – będąc bez reszty skoncentrowany na czasie teraźniejszym – zatapia się całkowicie w aktualnie wykonywanej czynności i doświadcza życia, zamiast się go bać.

Życie w czasie teraźniejszym, czyli tak naprawdę jedynym, w którym możliwe jest doświadczanie czegokolwiek, wymaga skupienia.Wojownik Czasu – osoba, która to potrafi nie jest jakimś nadludzkim demonem. Jest zwykłym człowiekiem, jednak spełnia warunek, o którym kiedyś wspomniał Bruce Lee: „Skuteczny wojownik, to zwykły człowiek skoncentrowany jak promień lasera”.

Przeżywanie teraźniejszości nie stoi w sprzeczności z wytyczaniem celów na przyszłość i planowaniem ich osiągania. Wymaga jedynie uwolnienia się od kompulsywnej tendencji do przebywania poza „tu i teraz” – rozpamiętywania przeszłości i antycypowania przyszłości. Poza tym, prawdą jest to, co stwierdził niegdyś Alan Watts: „Żaden sensowny plan na przyszłość nie może zostać stworzony przez tych, którzy nie potrafią żyć teraz”. Ktoś, kto jest zbyt zajęty, by doświadczać życia w jego toku i zamiast tego ciągle martwi się przyszłością lub rozpamiętuje przeszłe porażki, zamyka się na przypływ dobrych pomysłów i blokuje w sobie kreatywność.

(more…)