Być lepszą wersją samego siebie

Posted: 2014-08-21 in Przemyślenia
Tags: , , , ,

Ktoś mądry powiedział kiedyś, że wszystko, co teraz jest łatwe, było kiedyś trudne. Nie pamiętam, kto to powiedział i nie jestem pewien, że sformułował to dokładnie tak samo, za to jestem przekonany, że wyraził w ten sposób jedną z tych prostych prawd, która, kiedy sobie ją uświadomić, zdolna jest uruchomić znaczące zmiany w życiu.

Jak często zdarza naefektywnosc_osobistam się zwlekać z rozpoczęciem działania w obawie, że nie wykonamy perfekcyjnie swoich zadań? Nie pozwalamy sobie na bycie niedoskonałymi w tym, co robimy, na etapie przyswajania nowych umiejętności. Zachowujemy się równie niedorzecznie, jak “świeżo upieczony” kierowca tuż po kursie na prawo jazdy, który odtąd oczekuje od siebie w każdym geście i zachowaniu “za kółkiem” potwierdzenia kompetencji kierowcy rajdowego. Kompulsywnie obawiając się porażki oraz nie akceptując w sobie postawy ucznia czy studenta w szkole życia, nie pozwalamy sobie na eksperymenty z nowymi sposobami radzenia sobie z trudnościami, z nowym podejściem do rozwiązywania problemów. Kurczowo trzymamy się za to tych starych, być może żałośnie nieefektywnych, ale “usankcjonowanych społecznie”, zatem uznajemy, że sprawdzonych. Tymczasem mistrzem nikt spośród znanych mi ludzi się nie urodził, za to wielu mistrzami się stało przez… No właśnie, gdzie leży tajemnica?

Może daleko mi do intelektu Mistrza Leonarda da Vinci czy uporu i determinacji Rogera Bannistera, który – na przekór opiniom ekspertów – udowodnił, że można przebiec milę w czasie poniżej czterech minut. Być może nie jestem mistrzem dla innych, ale przynajmniej dążę konsekwentnie do tego, by być mistrzem dla samego siebie. Mam zatem swoje przemyślenia na temat rozwoju osobistego, które sprawdziły się w mojej codziennej praktyce, a którymi chciałbym się z Wami podzielić. Wierzę, że dla Was ich świadomość może mieć równie pozytywne skutki, jakich ja osobiście swego czasu doświadczyłem w pewnych dziedzinach mojego życia.

Wracając do wcześniej postawionego pytania: co czyni nas kimś naprawdę dobrym lub wręcz – nie bójmy się tego tak nazywać – mistrzem w tym, co robimy?

Myślę, że – po pierwsze – wynika to z wzięcia pełnej odpowiedzialności za swój rozwój. Przy czym, chodzi o odpowiedzialność “tu i teraz”, a nie od jutra lub kiedy będzie lepsza koniunktura albo kiedy dzieci dorosną i tego typu inne pięknie brzmiące “racjonalizacje niemocy”.

Po drugie, trzeba dążyć do tego, by każdego dnia być lepszą wersją samego siebie. Wiadomo, że nawet najdoskonalszym samochodem świata nie zajedziemy zbyt daleko, mając w trakcie jazdy zaciągnięty ręczny hamulec. Tymczasem, jak często zdarza nam się w życiu jechać na ręcznym hamulcu, to znaczy masą bzdurnych przekonań sabotować samych siebie w robieniu tego, co nas naprawdę kręci, co sprawia, że w duszy gra, a człowiek ma ochotę tańczyć na ulicy? Tu małe sprostowanie, niestety prawdziwe dla wielu z nas: kręciłoby, gdybyśmy dali sobie choćby cień szansy, powiedzieli: “tam do licha, raz kozie śmierć” (to tylko forma wzmocnienia wypowiedzi, nie propaguję bynajmniej praktyk rzeźniczych) i podążyli śmielej za głosem swego serca. Zrobilibyśmy tym sposobem najlepszy prezent nie tylko sobie, ale też najbliższym i światu. Tak na to trzeba patrzeć – rozwój osobisty nie jest bowiem aktem egocentryzmu (jak myślą ci, którzy powtarzają: “najpierw wychowam dzieci, a potem zrobię coś dla siebie”), wręcz przeciwnie, jak w znanej biblijnej przypowieści o talentach, jest miarą jakości człowieczeństwa, prawem i obowiązkiem każdego z nas. Zwolnić “hamulec ręczny” oznacza pozbyć się samoograniczających przekonań w stylu: “jestem za stary lub zbyt młody, mam kiepską pamięć, jestem zbyt gruby albo zbyt chudy, nie jestem twórczy” i innego typu “nie mogę, bo…”. W szczególności trzeba rozstać się ze strachem przed porażką, bo z wszystkich wrogów, ten jest wyjątkowo skuteczny w marnowaniu ludziom życia.

Po trzecie, trzeba pozwolić sobie na bezustanne uczenie się i bycie niedoskonałym na początku drogi do opanowywania nowych umiejętności, wychodząc z założenia, że jeśli warto coś zrobić, to warto to nawet za pierwszym (być może też drugim, trzecim, setnym…) razem sknocić, po czym wyciągnąć wnioski i nauczyć się czegoś, by następnym razem zrobić to lepiej. Kiedy upadasz na twarz, to podnieś się przynajmniej z garścią piasku w dłoni.

Po czwarte, DZIAŁAJ. Nic się samo nie zrobi. Nie od dziś wiadomo, że najlepszym sposobem na przezwyciężenie depresji i stanów kiepskiego samopoczucia jest aktywność. Daje poczucie panowania nad swoim życiem i prowadzi do rzeczy bezcennej – do nawyku efektywności. Z nawykiem efektywności zaś jest jak z jazdą na rowerze: kiedy ją opanujesz, możesz – zamiast na technice jazdy i sposobach uniknięcia upadku – wreszcie skoncentrować się na przyjemności przemieszczania i pięknych widokach.

I tego Wam życzę: skuteczności w życiu i czerpania wielkiej przyjemności z rozwoju osobistego.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s